^
MacBooki Air kolorowe

Prostszy wybór. MacBooki Pro 14 i 16 z taką samą wydajnością

Jaromir Kopp

24 sierpnia 2021

Pamiętam, jak w 2019 roku stałem przed wyborem następcy mojego MacBooka Air 2013. Na szczęście nie byłem uwiązany mobilnością i mogłem zdecydować się na MacBooka Pro 16, który w niemal tej samej cenie oferował znacznie większą wydajność niż MBP 13. Bardziej mobilni znajomi niestety musieli przepłacać lub decydować się na mniej wydajne wersje. 

Koniec problemów z wyborem: mobilny, czy wydajny

Najnowsze przecieki wydają się potwierdzać wcześniejsze informacje. Nadchodzące być może już za niewiele ponad miesiąc MacBooki Pro 14 i 16 z procesorem Apple, będą wyposażone w taki sam układ, niezależnie od wielkości ekranu. Pisze o tym m.in. sygnalista Dylan:

https://twitter.com/dylandkt/status/1430010276473102336

Te informacje nie wydają się wcale dziwne, choć wcześniej np. Mark Gurman z Bloomberga informował o tym, że można się spodziewać dwóch rodzajów procesora różniących się głównie ilością rdzeni graficznych. 

Jednak widać, że Apple zdecydowanie woli „oszczędzić na matrycach” i koncentruje się obecnie na najwyżej 2-3 modelach procesorów, za to o bardzo dobrych właściwościach. 

W zeszłym roku pojawiły się w zasadzie dwa modele, w tym jeden w wersji pełnej i „wybrakowanej”. Mam na myśli A14, M1 8-rdzeniowy i najpewniej pochodzący z wybranych odpadków z uszkodzonym w produkcji jednym rdzeniem graficznym M1 z 7-rdzeniami GPU.  

Tym duetem procesorów Apple opędził wszystkie nowe iPhone’y, 3 linie iPadów oraz 4 wersje komputerów. Można? 

Apple w tym roku raczej też nie będzie szalał z wersjami Apple Silicon. Dlatego do czasu, aż nie zacznie instalować własnych procesorów w Mac Pro raczej nie ma się co spodziewać intelowego bogactwa w wyborze CPU. 

Przecieki i analiza dotychczasowych działań raczej każe się spodziewać dwóch wielkości MacBooka Pro z identycznym, nowym procesorem, być może jak obecnie M1 w dwóch wersjach różniących się jednym rdzeniem graficznym. To zdecydowanie ułatwi wybór.

Niestety są też złe wieści. Wersja MacBooka Pro 14″ ma być znacząco droższa od obecnej 13″. To też niestety nie dziwi, jeżeli weźmie się pod uwagę, że ma on mieć matrycę z podświetlaniem mini-LED, więcej portów i większą ilość pamięci RAM.

A jak Wy się zapatrujecie na wybór koncentrujący się w zasadzie na decyzji o wielkości ekranu?

Jaromir Kopp

Użytkownik komputerów Apple od 1991 roku. Dziennikarz technologiczny, programista i deweloper HomeKit. Propagator przyjaznej i dostępnej technologii. Lubi programować w Swift i czystym C. Tworzy rozwiązania FileMaker. Prowadzi zajęcia z IT i programowania dla dzieci oraz młodzieży, szkoli też seniorów. Współautor serii książek o macOS wydanych przez ProstePoradniki.pl. Projektuje, programuje oraz samodzielnie wykonuje prototypy urządzeń Smart Home. Jeździ rowerem.
Komentarze (5)
L

5 komentarzy

  1. ostell

    Uważam że, dla mnie najrozsądniejszym rozwiązaniem jest 13” lub 14” w terenie i zewnetrzny monitor w domu/biurze. I voila. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Jaromir Kopp

      Jednak za czasów „intela” kupując małego MacBooka, miałeś małą wydajność, a chcąc doścignąć MBP16 musiałem wydać tyle samo i nadal miałeś o dwa rdzenie mniej. Teraz będziesz miał łatwiej

      Odpowiedz
  2. mm

    Również po wejściu Mac-a Pro nie spodziewałbym się „bogactwa procesorów”. Różne wersje procesora to duże koszty, a Mac Pro to sprzęt niszowy. W przypadku badziewia od Intel-a Apple mogło przebierać w procesorach, bo Intel produkuje dla wielu odbiorców i w o wiele większych ilościach.
    Moim zdaniem ilość konfiguracji, przynajmniej jeśli chodzi o procesory, będzie minimalna – 2 może 3, przy czym słabszy będzie pewnie też montowany w najmocniejszych wersjach dużych iMac-ów (być może z obciętymi zegarami i/lub wyłączonymi rdzeniami).
    Najważniejsza sprawa – Apple jednym procesorem w Mac-u Pro powinno już na starcie zmieszać z błotem Intela, Nvidię i AMD. W innym przypadku będzie wstyd.

    Odpowiedz
    • iro

      Wbrew pozorom jednak większa ilość w asortymencie, to lepsze możliwości pozbycia się „niepełnowartościowych” procków. Intel robił to tak, że najpierw było i9, jak nie działały wszystkie rdzenie, blokowali je i robili i7, i5, i3, pentium, celeron.

      Odpowiedz
      • jmswaw

        Nie tylko Intel „wyrabiał” cuda z uszkodzonymi rdzeniami – sprawę zapoczątkowało AMD z serią Phenom. Właśnie AMD jest prekursorem wciskania klientom „uszkodzonych” procesorów.

        Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.