^
Ta technologia Was zgubi

Ta technologia Was kiedyś zgubi!

Jaromir Kopp

19 czerwca 2020

Korzystacie z technologii? Oczywiście, inaczej nie czytalibyście tego zdania. A czy znacie się na technologii? Zapewne wielu z Was odpowie „tak”. Niestety mam również obawę, że ta pewność siebie jest podobna do samozachwytu okazywanego przez polskich kierowców. Aż 96% z nich uważa się za dobrych lub bardzo dobrych, a 61% sądzi, że ich umiejętności są wyższe od przeciętnego kierującego samochodem w Polsce.

Wehikuł czasu

Kojarzycie może książkę „Wehikuł czasu” Herberta Wellsa lub chociaż film na jej podstawie? Główny bohater skonstruował machinę do podróżowania w czasie. Wybrał się w przyszłość, gdzie napotkał Elojów – rasę ludzką żyjącą w małych grupach i żywiącą się owocami. Spędzają oni beztrosko czas, nie przejmując się niczym ani nie dążąc do kontaktu z przybyszem. Jednak niedługo potem podróżnik napotyka Morloków. Nie wyglądają oni jak Elojowie, bardziej przypominają małpy i żyją pod ziemią, unikając światła. Dalej okazuje się, że Morlokowie, żywią się Elojami. Podróżnik doszedł do wniosku, że Elojowie są potomkami „klasy wyższej”, która żyjąc w dobrobycie, zatraciła potrzebę rozwoju intelektualnego i wiedzie obojętne i spokojne życie, które kończy się w rzeźniach Morloków, do których udają się bez oporu, gdy tylko zawyje syrena. Morlokowie zaś mają być potomkami pracowników, którzy nie zatracili umiejętności korzystania z technologii, choć jest już ona bardzo z racji braku zagrożeń i dostatku „pożywienia”, uproszczona.

Tak, pamiętam, że miało być o technologii, a nie dawnej („Wehikuł czasu” pochodzi z końca XIX wieku) science fiction. Wracając do tematu, czy zdajecie sobie sprawę, jak wielu użytkowników technologii, którzy korzystają z komputerów czy smartfonów w domu i pracy, czasem do poważnych i skomplikowanych zadań, jest zwolennikami teorii o nadzwyczajnej szkodliwości 5G lub związków tej sieci z COVID-19? Niestety, przeglądając Facebooka i Twittera, dochodzę do wniosku, że to całkiem spora grupa. Ba! Trafiają się i „płaskoziemcy”, którzy, choć używają łączności satelitarnej, nie wierzą w kulistość naszej planety. Oczywiście są to przypadki mniej lub bardziej skrajne.

Jednak wciąż się spotykam z nierozumieniem podstawowych zasad związanych z działaniem mniej lub bardziej skomplikowanych urządzeń i usług. Oczywiście sama technologia też nie ułatwia nam zrozumienia zasad. Przykładem niech będzie wspaniały wynalazek, którym jest złącze USB typu C. Uniwersalne gniazdko miało rozwiązać problemy z kablami i złączami służącymi tylko do jakiegoś jednego celu. Niestety przez mnogość technologii, które można umieścić w USB-C, stało się ono przy okazji dużym problemem nawet dla osób, które wydaje się, że z technologią są za pan brat.

Wróćmy jednak do prostszych rzeczy. Kilka miesięcy temu zdarzyło mi się słuchać narzekań niepocieszonej osoby, która nie mogła zrozumieć, jak to jest, że głośnik Wi-Fi zabrany na kemping nie chce grać. „Przecież mam internet w telefonie”. Dawniej często zdarzało mi się słyszeć o „satelitach GPS, które nas szpiegują”. Trudno było wytłumaczyć osobom głoszącym takie tezy, że łączność jest jednokierunkowa, a w naszym GPS jest tylko odbiornik i on sam nigdzie nie wyśle naszej pozycji. Prawo Ohma też sprawia wielu z nas problemy. Wiele osób nie wie, czym kierować się w doborze ładowarki i czy np. można podłączyć zasilacz oferujący więcej „amper”, przy tym samym napięciu, zamiast oryginalnego. Jeszcze nie tak dawno prawie każdy mylił pamięć RAM z pamięcią masową, co było bezwzględnie wykorzystywane przez producentów PeCetów, prześcigających się w wielkości dysków twardych kosztem pamięci operacyjnej, co czyniło komputery ledwie nadającymi się do użytku. Teraz sobie wyobraźcie, że takim osobom trzeba wytłumaczyć, jak działa szyfrowanie kluczem niesymetrycznym, choć co chwila z takiej technologii korzystają, jednocześnie knując teorie spiskowe o tym, jak to masowo jesteśmy śledzeni i podsłuchiwani. Oczywiście, że bywamy, ale nie na taką skalę i często za naszą mniej lub bardziej świadomą zgodą.

Nie uważam, że aby prowadzić samochód, należy być mechanikiem umiejącym wymienić skrzynię biegów. Jednak wypada wiedzieć, po co taka skrzynia w samochodach z napędem spalinowym jest i dlaczego tak rzadko spotyka się ją w autach elektrycznych lub jest w nich mocno uproszczona.


Wracając do bliższej mi technologii i jej związków z fizyką. Jeżeli ktoś nie spał na lekcjach, to powinien wiedzieć, dlaczego fale Wi-Fi tak grzęzną w grubszych niż 5 cm lub wilgotnych przeszkodach, albo przynajmniej, dlaczego niektóre urządzenia nie chcą się łączyć z siecią 5 GHz, choć niby jedno i drugie to Wi-Fi. Oczywiście nie musimy znać się na metodach projektowania bramek logicznych i tranzystorów, których miliardy są umieszczone na kawałku krzemu znajdującego się w iPhoneie. Jednak czasem warto pochylić się nad informacją, że ścieżki w procesorach mają już szerokość kilkudziesięciu atomów i to nie za sprawą magii i cudów, ale lat pracy naukowców i inżynierów.

W jednym z opowiadań Stanisław Lem opisał naukowca, który usiłował udowodnić, że „nieskończenie wielki komputer” zadziała bez programu, a „nieskończenie wielki program” wykona się sam. Swoją hipotezę oparł na tym, że komputer o skromniejszych możliwościach wymaga bardziej złożonego programu i odwrotnie. Lem napisał to jeszcze przed erą PeCetów, w czasach, gdy maszyny liczące zwano „mózgami elektronowymi”. Te założenia można przenieść niemal wprost na ludzi. Osoba nawet najszybciej rozwiązująca testy Mensy bez odpowiedniej wiedzy może ulec bzdurnym teoriom, za to mniej błyskotliwa, ale znająca się na wielu rzeczach choć trochę, łatwiej oddzieli rzetelną informację od bzdur.

Po co ja to wszystko wypisuję i jaki ma to związek z „Wehikułem czasu”?

Obawiam się, że ludzkość coraz bardziej dzieli się na tych, którzy rozumieją technologię, oraz na tych, którzy korzystają z niej, są wręcz od niej uzależnieni, ale nie mają pojęcia i – co gorsza – nie chcą mieć, nawet bladego, jak funkcjonuje. To właśnie ta ostatnia grupa jest bardzo podatna na manipulacje, bo nie potrafi zweryfikować informacji lub po prostu jej się nie chce. Przyjmują „na wiarę” steki bzdur tylko dlatego, że wśród nich znalazło się ich zdaniem ziarenko prawdy. Tak w moich czarnych scenariuszach, rysuje się podział w przyszłości na Elojów i Morloków.

Dlatego proszę Was. Jeżeli czegoś nie rozumiecie lub macie wątpliwości, starajcie się sprawdzić choćby w Wikipedii i zdobyć trochę więcej danych z kilku źródeł, zanim wyrobicie sobie zdanie lub podacie jakąś niesprawdzoną informację dalej. Jeżeli dziecko zapyta Was o coś, czego nie wiecie, nie gaście jego dociekliwości, lecz wspólnie postarajcie się to wyjaśnić. Ta wiedza może Wam się kiedyś przydać, a nawet jeżeli nie, to zawsze jest przyjemnie poszerzyć trochę swoje horyzonty. Nie dajcie się zjeść Morlokom!

Zdjęcia pochodzą z Wikipedii i należą do domeny publicznej.

Artykuł pochodzi w majowego wydania Mój Mac Magazynu.

Jaromir Kopp

Użytkownik komputerów Apple od 1991 roku. Dziennikarz technologiczny, programista i deweloper HomeKit. Propagator przyjaznej i dostępnej technologii. Lubi programować w Swift i czystym C. Tworzy rozwiązania FileMaker. Prowadzi zajęcia z IT i programowania dla dzieci oraz młodzieży, szkoli też seniorów. Współautor serii książek o macOS wydanych przez ProstePoradniki.pl. Projektuje, programuje oraz samodzielnie wykonuje prototypy urządzeń Smart Home. Jeździ rowerem.
Komentarze (4)
L

4 komentarze

  1. aaziem

    Fajnie. Ale nie sądzisz jednak, że jest to trochę victim blaming? Bo tak serio sądzę, że większość osób łapiących się na historie o zabójczym 5G, to ofiary dezinformacji i w tym zbiorze mogą się znajdować zarówno osoby, które mają kompetencje ku temu by swoje przekonania zrewidować, ale i takie tych kompetencji pozbawione. Osobiście czekam, aż Rząd Światowy i NWO (;)) zwyczajnie nałożą kagańce i odpowiedzialność na korposy, które umożliwiają rozprzestrzenianie się w sferze publicznej tak szkodliwych treści. Poważnie, problem wydaje się leżeć w rachitycznych instytucjach, a brak edukacji jest raczej pochodną tego.

    Odpowiedz
    • Jaromir Kopp

      Gdyby mieli pewny poziom wiedzy, to by nie padli ofiarą dezinformacji. To naprawdę nie jest trudne, aby dowiedzieć się czegoś, ale należy wykazać się chęcią. Ludzie są leniwi, czego nie potrafią ogarnąć z powodu braku wiedzy, to przyjmują z byle źródła, ale w postaci prostej, nie wymagającej wysiłku. A niestety bez wysiłku się nie da. Co do winy instutucji, to zgoda.

      Odpowiedz
      • aaziem

        To jest taka prosta odpowiedź. Ludziom się nie chce, są leniwi. W’gle taka natura lucka i trza nieść kaganek oświaty i ludzi się oświeci. Imho, to nie zadziała, bo narracja taka nie dostrzega systemowego i społecznego problemu nierówności w dostępie do edukacji, a co gorsze idzie w stronę indywidualizacji całego problemu. Poza tym, jest niesamowicie trudne zweryfikowanie jakiejkolwiek wiedzy w współczesnym internecie, gdzie wszędzie podważa się autorytet nauki – w przedziwnym mariażu tradycyjnych mediów z tymi nowymi (odrębna sprawa, że instytucje nauki są w całości anty-inkluzywne).
        Zarzucam, wprost, naiwność przekonania, że edukacja załatwi sprawę, bo najpierw trzeba byłoby przekonać ludzi, że ta edukacja stanowi istotnie pole odniesienia do weryfikacji innych twierdzeń. Żyjemy w późnym kapitalizmie, tutaj prawdziwość nie ma znaczenia.
        Imho, potrzebny jest twardy but wymierzony w GAFA(M), wtedy można myśleć o porządnej edukacji. Jak z ogromnym guzem, najpierw resekcja, potem chemia.

        Ale już nie smęcę moim pesymizmem.

        Odpowiedz
        • Jaromir Kopp

          No może jestem idealistą, bo wychowałem się w domu, gdzie Tato zawsze starał się zrozumieć co i jak działa. Wtedy też było to łatwiejsze.
          A ludzie są leniwi, ja zresztą też. Tyle, że lenistwem rownież można sterować, ale komu się chce?
          Co do pesymizmu, to „jakoś to będzie”, a jak nie będzie to trudno, widocznie nie zasługujemy.

          Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *