^
MacBook Pro 16 USB-C Thunderbolt

MacBook Pro 16”, przesiadka po 6 latach. Cz. III USB-C, T2 i inne przypadłości

Jaromir Kopp

26 grudnia 2019

Pamiętam te płacze, gdy Apple skasowało stare złącza USB. Ile to lamentów było, ile to żartów z pęczków „dongli”, którymi muszą się obwiesić posiadacze nowych MacBooków. Było, minęło. Jednak sprawa z układem T2 wygląda trochę inaczej.

Zobacz poprzednie części cyklu MacBook Pro 16”, przesiadka po 6 latach.

Złącze USB-C

Jest małe, symetryczne oraz jest pomostem do wielu technologii. I to niestety jest największą jego wadą. Zależnie od producenta, a nawet modelu urządzenia, może się w nim znajdować (lub nie) sporo różnych „standardów” i rodzajów transmisji danych.

Jednak w przypadku MacBook Pro wszystko jest jasne. W gnieździe USB-C mamy Thunderbolt 3, czyli wyprowadzoną na zewnątrz magistralę PCIe o transferze do 40 Gb/s (odpowiednik pod względem prędkości 4-lane). Do tego USB 3.1 drugiej generacji (do 10 Gb/s) i DisplayPort. Ten ostatni pozwala na podłączenie dwóch monitorów o rozdzielczości 6k każdy lub czterech 4k.

Inne wyjścia można uzyskać za pomocą wspomnianych „dongli”, czyli przejściówek. I wcale nie jest to takie złe rozwiązanie. Już wyjaśniam.

Do niedawna komputery miały różne porty w ograniczonych ilościach i zestawach, często niezbyt dostosowanych do potrzeb poszczególnych użytkowników. Na przykład ktoś, kto używa tylko monitorów z HDMI i już nie wie co, to są karty pamięci SD, nie będzie zadowolony ze wbudowania takiego czytnika i wyjść VGA lub Display Port, które zajmują miejsce. Teraz dzięki USB-C i jego magicznej różnorodności, można za pomocą przejściówek lub hubów, tudzież stacji dokujących, dostosować zasób portów do wymaganych potrzeb i to wcale bez „setek” adapterów. Np. ja nadal mam trochę programatorów ze starym USB. Zdarza mi się używać dwóch jednocześnie. Do tego choć przez 6 lat jakoś obywałem się bez Ethernetu, to często konfiguruję różne urządzenia sieciowe i GigabieEtherent może się przydać. Sporadycznie również mogę mieć konieczność podpięcia się pod HDMI. Z tych powodów wybrałem tani HUB ze wtykiem USB-C (USB 3.1, nie Thunderbolt), który ma dwa porty USB-A (stare), dwa porty USB-C (jeden z powerdelivery 100 W, drugi zwykłe USB 3.1) oraz GigabitEtherent i HDMI. Jeszcze do mnie będzie trochę „jechał”, bo nabyłem go w możliwie najtańszy sposób. W sumie z przesyłką 15$. Do tego na wszelki wypadek paczkę adapterów USB-C na USB-A (4 szt. za 2$) i przypadkiem HUB miniaturowy z USB-C na USB-C, USB-A i HDMI za 6$. Czy, to jest warte wydanych pieniędzy, dam znać, gdy urządzenia jadą pod koniec stycznia.

Na szczęście w domu znalazłem jakiś zapomniany, nigdy nieużywany adapter z USB-C na A marki Innergie. Po starciu kurzu właśnie z jego pomocą podpiąłem dysk SSD, na który wcześniej sklonowałem zawartość MacBooka Air. To umożliwiło bezproblemową i szybką przesiadkę. Ten sam adapter używam teraz przy programowaniu moich mikrokontrowerów za pomocą USB-UART. Działa to pięknie i wcale nie jest niewygodne.

Przy okazji może zwróciliście uwagę, jak wyraźnie zaznaczyłem, że HUBy, na które oczekuję, nie są Thunderbolt (niestety). Te z prawdziwym wejściem Thunderbolt są droższe, ale mogą mieć kilka zalet. W tych bez Thunderbolt np. Ethernet jest zwykłym adapterem z USB. Nie jest to „prawdziwy” kontroler, choć na szczęście system ma wbudowane sterowniki do takich patentów i wszystko zazwyczaj działa dobrze. Jednak kontroler GigabitEthernet na Thunderbolt byłby przez system widziany jak podpięty do PCIe. Cena zwyciężyła, może kiedyś trafi się okazja na stację dokującą z Thunderbolt, ale na razie powinno się obejść bez.

Teraz więcej problemów możemy mieć z powodu braku USB-C w komputerach. Trafia się coraz więcej urządzeń z tym portem od dysków twardych, przez monitory, po słuchawki i powerbanki zasilane (ładujące) przez USB-C.

T2

Ponoć ten układ sprawia problemy. Być może, ale z wiekiem już ponoć coraz mniej. Ja jednak cieszę się, że mam komputer z procesorem od Apple. Może nie jest to główny CPU, ale jednak na jego barkach spoczywają bardzo odpowiedzialne zadania.

To on jest kontrolerem dysku i odpowiada za jego szyfrowanie (co też jest powodem wielu kontrowersji). To on obsługuje mikrofony, w tym ich sprzętowe wyłączenie orz Hey Siri. To on odpowiada za Touch ID i przechowywanie najważniejszych kluczy szyfrujących w bezpiecznej enklawie. Teraz dodatkowo pod kontrolą macOS 10.15 Catalina odpowiada za blokadę iCloud Apple ID (taką jak od paru lat znamy w iOS). Do tego dochodzi obsługa kamery Face Time i wspomaganie przy kodowaniu wideo, kontrola systemu (SMC) i pewnie jeszcze kilka mniej poważanych funkcji.

T2 może budzić lęk u osób, które nie wykonują kopii danych. Gdy coś się stanie z komputerem, to w wielu przypadkach nie będzie sposobu na odratowanie zawartości dysku. Przepadnie wraz z kluczami szyfrującymi zaszytymi w bezpiecznej enklawie. Dodatkowo nie tak dawno T2 w roli kontrolera audio, sprawił sporo problemów profesjonalnym muzykom, bo nie chiał współpracować z wieloma interfejsami audio na USB. Na szczęście te na Thunderbolt i FireWire (wymaga adaptera TB-FW) działały ponoć dobrze.

Jednak w moich zastosowaniach T2 sprawia na razie więcej pożytku niż problemów. Bez strat wydajności mogę szyfrować dysk, a choć z kodowania wideo nie korzystam zbyt często, to prawdopodobnie T2 też znacznie przyśpiesza ten proces.

Napisałem „prawdopodobnie”, bo za przyśpieszenie odpowiada używanie funkcji systemowych VideoToolbox. To API od Apple wykorzystuje w typowych zastosowaniach przy kompresji do m.in. H.264 i H.265 wszystkie możliwe zasoby systemowe. Poza procesorem zaprzęga do roboty karty graficzne oraz wspomniany T2. Niestety nie mam pewności, które z narzędzi w jakim stopniu.

Włączenie kodowania za pomocą VideoToolbox w HandBreak skraca proces o ponad połowę, względem stosowania standardowych bibliotek bazujących na rozwiązaniach Intela. Podczas używania VT Monitor aktywności nie pokazuje, aby dodatkowa kara graficzna została włączona. Być może udział T2 jest rzeczywiście przeważający.

Z ciekawostek warto zaznaczyć, że VideoToolbox jest też dostępny m.in. w MBA 2013 (bez T2 oczywiście), ale tylko dla kodowania H.264. Również w tym komputerze przyrost prędkości jest znaczący, choć nie aż tak wielki.

Jak już widzicie, a moim przypadku nowe technologie nie są straszne. Udało mi się przeczekać okres przejściowy w przypadku USB-C i Thunderbolt 3. Jeszcze ciut niepewności pozostaje w sprawie T2, ale to też raczej nie mój problem.

W następnej części postaram się przedstawić Wam trochę testów wydajność. Niestety baza odniesienia będzie dość nietypowa, bo to mój MacBook Air z 2013 roku, ale w nie całkiem typowej konfiguracji, bo z procesorem i7. Przy okazji sprawdzę, czy w końcu 6 rdzeni i karta graficzna oraz T2 będą w stanie pokonać w szybkości eksportu mojego iPhone’a 7 Plus. W iMovie zawsze wygrywał. Teraz napiszę tylko, że kompilacja za pomocą Make i GCC jest znacznie, ale to naprawdę znacznie szybsza.

Niestety dokładne pomiary mogą mi zająć kilka dni, ale postaram się przedstawić je jeszcze w tym roku.

Zobacz poprzednie części cyklu MacBook Pro 16”, przesiadka po 6 latach.

Jaromir Kopp

Użytkownik komputerów Apple od 1991 roku. Dziennikarz technologiczny, programista i deweloper HomeKit. Propagator przyjaznej i dostępnej technologii. Lubi programować w Swift i czystym C. Tworzy rozwiązania FileMaker. Prowadzi zajęcia z IT i programowania dla dzieci oraz młodzieży, szkoli też seniorów. Współautor serii książek o macOS wydanych przez ProstePoradniki.pl. Projektuje, programuje oraz samodzielnie wykonuje prototypy urządzeń Smart Home. Jeździ rowerem.
Komentarze (2)
L

2 komentarze

  1. Szymon

    Proszę o dalsze części. Jaka jest szybkość systemu przy posiadanym procesorze? Symbol MacBooka?
    Taki czujnik właściwości powietrza który Pan zrobił gdzie można kupić?

    Odpowiedz
    • Jaromir Kopp

      Czujnika jeszcze nigdzie nie da się kupić, ale pracuję nad tym

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *