Podgląd tego, co się dzieje w domu pod naszą nieobecność, może być bardzo przydatny w wielu sytuacjach. Warto taką opcję rozważyć, zwłaszcza że na odpowiednią kamerę nie trzeba wcale wydawać fortuny. Yi Home Camera to urządzenie, które pozwoli niewielkim kosztem przekonać się, czy tego typu monitoring pomieszczeń spełnia nasze oczekiwania czy nie.

Kamerka jest stosunkowo tania, dobrze wykonana i jak na swoją cenę ma zaskakująco duże możliwości. Określenie „chińska elektronika” jeszcze do niedawna kojarzyło się dość negatywnie. Ostatnio jednak sytuacja zaczyna sie zmieniać, chociażby za sprawą takich producentów jak Xiaomi, a Yi Home Camera jest tego najlepszym przykładem.

Na początek bezproblemowa konfiguracja

Do tej pory używałem kamerek D-Linka i miałem bardzo nieprzyjemne doświadczenia z podłączaniem ich do mojej sieci Wifi. Kosztowało mnie to wiele nieudanych prób, czasu wysiłku i nerwów. Z tą katorgą w pamięci zabrałem się do wyjmowania Yi Home Camera z pudełka i już na wstępie spotkało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie.

Nie ma potrzeby podłączania się do Wifi generowanego przez kamerkę ani wypowiadania magicznych zaklęć. Za pomocą przeznaczonej do tego aplikacji na telefonie wybieramy pożądane ustawienia i generujemy kod QR z konfiguracją. Pozostaje już tylko sczytać go z ekranu smartfona za pomocą kamerki i ta automatycznie łączy sie z naszą siecią. Cały proces zajął mi około minuty. W porównaniu z problemami ze sprzętem teoretycznie z wyższej półki D-Linka to kolosalna róznica na korzysć Xiaomi Yi.

Drugie wrażenie, też niezłe

Kamerkę obsługujemy za pomoca aplikacji Yi Home Lite i ta pogłębia dobre, pierwsze wrażenie wywarte przez błyskawiczną konfigurację. Program jest intuicyjny w obsłudze, estetyczny, funkcjonalny i co najważniejsze, ma całkiem spore możliwości.

Aplikacja może obsługiwać kilka urządzeń, istnieje też opcja zabezpieczenia dostępu do strumienia wideo z każdegej z nich za pomocą hasła lub odciskiem palca. Poszczególne kamerki możemy też udostępniać innym użytkownikom. Otrzymują oni wtedy tylko podgląd, bez żadnych dodatkowych opcji.

Yi Home Camera obsługuje dwukierunkową komunikację audio, czyli jeśli podglądamy w domu zwierzaka, to możemy do niego mówić. Możemy też zapisać klip lub zrobić zdjęcie bezpośrednio na telefonie. Odtwarzanie klipów z przeszłości jest możliwe w dwóch przypadkach. Jeśli wykupimy subskrypcję My Yi Cloud — wtedy obraz będzie się cały czas zapisywał w chmurze. Jeśli zaś do kamery włożymy kartę microSD — wtedy obraz będzie się zapisywał w pamięci urządzenia. Obydwa rozwiązania mają swoje plusy i minusy.

Yi Home Camera doskonale nadaje się do monitorowania aktywności w pomieszczeniu. Kamerka pozwala na zdefiniowanie obszarów kadru, które będą monitorowane. W przypadku wykrycia w nich ruchu otrzymujemy w aplikacji powiadomienie oraz nagrany zostaje krótki klip z wydarzenia. Doskonale sprawdza się to, jeśli mamy w domu psa. Wtedy obszar monitorowany można ustawić na ścianie powyżej wzrostu pupila, tak że dopiero pojawienie się w kadrze człowieka zaowocuje wyzwoleniem alarmu. Testowałem tę funkcję wielokrotnie i za każdym razem działała znakomicie. Nie odnotowałem fałszywych alarmów przy zmianie oświetlenia, jak to miało miejsce w przypadku D-Linka.

Poza tym mamy wiele standardowych funkcji, jak zmiana orientacji obrazu, możliwość wyłączenia diody sygnalizującej status i sterowanie trybem nocnym. Daje to całkiem porządny zestaw, który powinien zadowolić nawet bardziej wymagających użytkowników.

Co można poprawić?

Nie ma urządzeń idealnych, więc Yi Home Camera również ma wady. Pierwszą z nich jest stosunkowo słaba kompresja przesyłanego strumienia wideo. Połączenie z kamerą trwa zawsze kilka do kilkunastu sekund, co bywa strasznie denerwujące. Gdy już się połączymy, to płynność obrazu też nie jest najlepsza, nawet przy zasięgu 4G. Biorąc pod uwagę, że kamerka transmituje obraz w rozdzielczości 720p, to takie problemy ze strumieniowaniem nie powinny występować.

Można się też przyczepić do niskiej rozdzielczości, ale osoby którym to przeszkadza, mogą zawsze wybrać odrobinę droższą Yi Home Camera 1080 oferującą obraz HD. Spotkałem się też z opiniami, że zakres ruchu nóżki, na której umieszczona jest kamerka, jest niewystarczający i nie da się jej dobrze ustawić. Osobiście nie miałem z tym żadnych problemów. Nóżka i kamera są świetnie wyważone, można łatwo zmieniać ich położenie i pozostają w ustawionej pozycji. Jest zdecydowanie lepiej niż u wielu droższych konkurentów.

Podsumowanie

Początkowo podchodziłem do Yi Home Camera bardzo sceptycznie, ale zostałem mile zaskoczony. Jakość wykonania i możliwości tej kamery nie powstydziłyby się urządzenia o wiele droższe i bardziej renomowanych producentów. Powolne strumieniowanie obrazu trochę psuje ogólne wrażenie, ale w końcu rozmawiamy o sprzęcie za około 150 zł, gdy tymczasem drożsi konkurenci wcale o wiele lepiej sobie z tym nie radzą, zaś na innych polach nawet ustępują Yi Home Camera.

Z czystym sumieniem mogę polecić tę kamerkę każdemu, kto myślał o monitorowaniu domu, ale nie był do końca przekonany, by wydawać na ten cel dużo pieniędzy. Yi Home Camera jest warta swojej ceny i doskonale sprawdzi się do oglądania, czy pies nie urządza pod naszą nieobecność imprez, a w razie czego ostrzeże nas o wizycie nieproszonych gości.

Tekst pojawił się oryginalnie w Mój Mac Magazynie nr 4/2018.

Może Cię zainteresować: