Select Page

Wszyscy jesteśmy zalutowani, czyli co by było, gdyby auta były jak komputery i odwrotnie

Wszyscy jesteśmy zalutowani, czyli co by było, gdyby auta były jak komputery i odwrotnie

  • 2
  • 23.11.2018
Jaromir Kopp

Kiedyś wśród fanów komputerów i motoryzacji, krążyła anegdotka o tym, co by było, gdyby samochody rozwijały się, tak szybko, jak komputery. Samochody z Windows zużywałyby tylko 1 litr paliwa na 100 km, ale zatrzymywałyby się bez powodu w połowie lub na początku trasy, a czasem nawet zawracały i rozpoczynały od nowa. Innym razem, aby je ponownie uruchomić, należałoby włączyć lewy kierunkowskaz, wysiąść, trzasnąć prawymi tylnymi drzwiami, wsiąść przez bagażnik i dopiero to dawałoby szansę na odpalenie silnika. Byłyby też samochody jak Mac. Niezawodne, które zawsze szybko dowiozą do celu, pod warunkiem, że ten znajduje się przy autostradzie. To taka moja własna, skrócona interpretacja tej anegdoty, oryginał możecie odszukać w sieci.

A co by było, gdyby tak komputery były, jak samochody?

W ilu modelach nowych samochodów można wymienić samodzielnie, na poboczu lub parkingu żarówkę nie mając ze sobą centrum serwisowego? W kilku pewnie tak, ale w większości nie. Czy w hybrydowej Toyocie da się w przydomowym warsztacie wymienić coś poza kołami? Nawet jak tak, to może się okazać, że bez komputera serwisowego po takiej naprawie samochodu nie uruchomimy.

Czy coś Wam to przypomina?

Nie jestem fanem motoryzacji, dlatego nie wiem, jak znoszą to kierowcy, aktywni ma forach motoryzacyjnych. Pewnie też narzekaniom nie ma końca.
Nowy samochód nadal jest droższy od przynajmniej podstawowych modeli komputerów Apple i często „wypada” go zmienić po kilku latach. Niemal jak komputer, no może ciut rzadziej.
Oczywiście orientuję się, że po pewnym czasie nawet mniejsze warsztaty samochodowe uzyskują dostęp do odpowiedniego sprzętu i oprogramowania, ale nadal nie trafia ono pod strzechy. Niestety wygląda na to, że na razie tak już musi być. Jesteśmy skazani na autoryzowane lub dobrze wyposażone serwisy, niezależnie od tego, czy psuje się nam samochód, czy Mac.

Kierowcy mają większy wybór

To niestety prawda. Kupując samochód, można zdecydować się na stary, a nawet bardzo stary model, który nie dość, że będzie tani, to da się go naprawiać u wiejskiego kowala. Będzie służył, do czasu aż się nie rozleci lub nie zakażą wjazdu takimi kopciuchami do miast. Z komputerem zwłaszcza Apple jest trochę gorzej. Prędzej czy później, zabraknie nam dla niego nowych systemów i aplikacji.
Oj, chyba w Apple (ale i nie tylko) za bardzo napatrzyli się na osiągnięcia współczesnej motoryzacji, a przynajmniej na te ich gorsze aspekty.

O autorze

Jaromir Kopp

Użytkownik komputerów Apple od 1991 roku. Dziennikarz technologiczny, programista i deweloper HomeKit. Propagator przyjaznej i dostępnej technologii, wyczulony na potrzeby osób niepełnosprawnych i starszych. Tworzy w języku Swift aplikacje na platformy macOS, iOS, tvOS oraz systemy bazodanowe FileMaker. Prowadzi zajęcia z programowania dla dzieci i młodzieży. Autor książki o serwerach NAS „Mój QNAP”. Projektuje, programuje oraz samodzielnie wykonuje prototypy urządzeń Smart Home. Jeździ rowerem.

2 komentarze

  1. Root

    Strasznie wysilone porównanie mające na celu usprawiedliwienie głupich działań Apple. To że koncerny starają się nas od siebie uzależnić w każdym aspekcie to nie znaczy że należy się na to godzić. Syndrom sztokholmski

    Odpowiedz
    • Jaromir Kopp

      Nikt nic nie chce usprawiedliwiać. Chodzi tylko o pokazanie, że nie tylko Apple jest be… wiem, że to marna pociecha. Zresztą zobacz na najnowsze notebooki HP. Nie dość, że monolityczne, to porty mają zalutowane w płytę główną.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poradnik do macOS

Zapisz się

i otrzymuj darmowy magazyn

Witaj w gronie czytelników. Dziękujemy!