Choć mam już prawo jazdy od niemal czterech lat, to praktycznie z niego nie korzystam, a rower jest wciąż moim głównym środkiem transportu. Zawsze lubiłem jazdę na rowerze i potrafiłem pokonać, jak mi się za młodu wydawało, długie trasy po
20 kilometrów. Jednak robiłem to źle. Zobaczcie jak jeździć rowerem daleko i przyjemnie.

Okazało się, że choć lat mi przybywa, to mogę teraz przejechać sto kilometrów na amatorskiej damce z amortyzatorem, i to w niezłym tempie, osiągając prędkość średnią w okolicach 28—30 km/h. Oczywiście sprzyja mi częste jeżdżenie na zakupy do pobliskiego miasteczka, ale abym mógł się tak przechwalać, musiało zajść coś jeszcze. Zmieniłem styl jazdy.

Potęgowanie przyjemności

Często mówi się o łączeniu przyjemnego z pożytecznym. Tak też traktowałem swoją jazdę rowerem. Przyjemność, bo ją lubię, a pożytek, bo zawsze starałem się jechać w jakimś celu. A to na zakupy, a to w odwiedziny czy do klienta. Jednak można połączyć celowe z przyjemnym i z pożytecznym. Tak też zrobiłem i wykorzystałem moje zamiłowania applowsko-technologiczne. Najpierw skromnie. Zacząłem używać iPhone’a 3G do rejestrowania tras za pomocą aplikacji i GPS. Następnie, gdy miałem już iPhone’a 4s wyposażonego w Bluetooth LE, do zestawu dołączyłem pulsometr. Jednak przełom nastąpił później.

Jak technologia pozwala zdrowiej i wydajniej jeździć?

Moje zainteresowanie wzbudził zestaw składający się z wodoszczelnej obudowy na kierownicę dla iPhone’a oraz licznika prędkości i kadencji Bluetooth LE, działającego z iPhone’em. Nie bardzo wiedziałem, co to jest kadencja i po co się ją mierzy, a ponieważ miałem napisać recenzję tego zestawu, postanowiłem uzupełnić swoją wiedzę.

Kadencja okazała się bardzo ważnym parametrem, opisanym ilością obrotów korby, czyli pedałów na minutę. Większość fachowców i trenerów radzi, aby amator podczas normalnej jazdy rowerem przy zastosowaniu zwykłych, platformowych pedałów wykonywał przynajmniej 80 obrotów korby na minutę. Przed pierwszą jazdą byłem spokojny o taki wynik. Zawsze mi się wydawało, że szybko pedałuję. Tylko czasem brakowało mi przełożeń w mojej damce i bardzo często jeździłem na trzeciej największej tarczy. Wyobraźcie sobie mój szok, gdy okazało się, że iPhone nie chce wykazać kadencji większej niż 60, częściej oscylując w okolicach 40-50 obrotów na minutę. Sprawdziłem dokładnie, czy aby na pewno wszystko działa, jak należy, i czy rzeczywiście powinienem kręcić tak szybko. Niestety — wszystko działało, a 80 obrotów nie chciało przestać być zalecane jako skromne minimum. Postanowiłem coś z tym zrobić.

Początki przestawiania się na szybsze obroty były bardzo trudne. Moje nogi odmawiały tak szybkiego kręcenia. Postanowiłem, że na początek będę się starał utrzymywać 70 obrotów. Po dwóch tygodniach zacząłem dochodzić do 80, jednak średnia z trasy rzadko przekraczała 70. Zawziąłem się i nie odpuszczałem. Pierwsze efekty pojawiły się już po miesiącu. Choć nadal musiałem zerkać na wskazania kadencji z licznika, wyświetlane na iPhonie, to zacząłem się przyzwyczajać do szybszego pedałowania, a trzecia tarcza była już używana jedynie przy jeździe z górki lub z wiatrem. Okazało się, że nagle potrafię przejechać 60 km, nie dość, że szybciej niż rok wcześniej, to jeszcze bez takiego zmęczenia. Poczułem, że zmiana trybu jazdy przynosi bardzo odczuwalne efekty.

Choć nadal moja damka była wyposażona w zwykłe pedały, to udało mi się pierwszy raz stanąć na podium w amatorskim maratonie kolarskim. Przedtem dojechanie do mety było dla mnie wielkim wyczynem.

Wracając do kadencji. Co daje szybkie kręcenie? Mniej więcej to samo co w samochodzie. Wiadomo, że moment obrotowy i moc silnika rosną wraz z obrotami (oczywiście do pewnych granic, zwłaszcza moment). Nie ruszy się z piskiem opon, gdy silnik nie będzie odpowiednio rozkręcony. Podobnie jest z kolarzem. Szybsze obroty to większa moc.

Są też inne zalety, przede wszystkim zdrowotne. Gdy szybko kręcimy korbą, to używamy mniejszej siły nacisku. Dzięki temu, zamiast kolana zużywać, zaczynamy wręcz im pomagać. Sprawdziłem to na sobie. Dolegliwości podczas chodzenia po schodach ustąpiły właśnie gdy trwale przestawiłem się na wyższe kadencje. I tak już jeżdżę od niemal pięciu lat i nie narzekam na kolana.

Obecnie w mojej damce używam pedałów SPD, czyli zatrzaskowych, a kręcę często nawet ze średnią zbliżającą się do 90 obrotów na minutę. Przy okazji pochwalę się, że moje epizody z arytmią minęły, tak jak i problemy z kolanami, choć wcale nie robię się młodszy, a w kwietniu skończę pół wieku.

Jeżeli lubicie jazdę rowerem, bardzo polecam Wam zainwestowanie w licznik kadencji. Jest ich wiele na rynku i naprawdę nie są drogie. Zapewniam, że zmiana sposobu jazdy zaowocuje lepszymi wynikami i mniejszym zmęczeniem oraz będzie sprzyjać zdrowiu.

Może Cię zainteresować: