Michała poznałem trzy, a może cztery lata temu. Przez jakiś czas łączył nas wspólny projekt dotyczący fotografii mobilnej. Niestety, z prozaicznego powodu braku czasu musiałem opuścić „Grupę Mobilni”, bo tak nazywa się ten projekt, który z powodzeniem funkcjonuje do dziś, a którego założycielem jest właśnie Michał.

Kilka słów o samym Michale Koralewskim (ur. 1979) – ukończył socjologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował jako dziennikarz w „Gazecie Poznańskiej”, a obecnie jest redaktorem naczelnym portalu branżowego Logistyka.net.pl, wydawanego przez Instytut Logistyki i Magazynowania. Współpracuje także z największym światowym bankiem fotografii, gdzie odpowiedzialny jest za ocenę jakościową i prawną zdjęć. Miłośnik i promotor fotografii mobilnej. Pomysłodawca i jeden z założycieli Grupy Entuzjastów Fotografii Mobilnej „Mobilni”, zrzeszającej fanów tego rodzaju fotografii z całej Polski. Laureat wielu międzynarodowych, prestiżowych konkursów fotograficznych, w tym m.in. Mobile Photography Awards (edycje 2012 i 2013), IPPAwards (2013 i 2014) i Shadow Stories: The art of mobile black and white (2014). Jego zdjęcia, wykonane za pomocą smartfona, wystawiane były w największych galeriach sztuki w Nowym Jorku, San Francisco, Londynie i Toronto. W Polsce pokazywane były m.in. w Starym Browarze (Poznań), Galerii w Pałacu (Murowana
Goślina), Domku Romańskim (Wrocław), galerii INDALO (Kraków) i galerii B&B w Bielsku–Białej. W 2014 r. dołączył do kapituły jury konkursu Mobile Photography Awards. W 2015 roku otrzymał wyróżnienie w konkursie MIRA Forum oraz zdobył główną nagrodę i tytuł „Fotografa Roku” w prestiżowym konkursie IPPAwards.
Profil Michała na Instagramie 

Paweł Ratajczak: Od dłuższego czasu toczy się spór o to czy iPhone’ografia jest odłamem fotografii. Moje zdanie na ten temat znasz. Uważam, że fotografia to fotografia niezależnie od tego, czym jest wykonana. Czy byłbyś skłonny się przychylić do tego twierdzenia?

Michał Koralewski: Wydzielenie iPhone’ografii podyktowane było specyfiką zdjęć, które zaczęły się pojawiać w Internecie 4–5 lat temu. Mocno podkolorowane i przerysowane za pomocą filtrów, tekstur i trybu HDR.
To było coś zupełnie nowego, odmiennego od fotografii, do których przywykliśmy. Apple – świadomie czy nie – stworzyło coś autonomicznego w fotografii, czego nie można było opatrzyć istniejącą etykietką. Powstała pewna nisza, którą ludzie musieli jakoś sklasyfikować i umieścić w przestrzeni. Stąd iPhone’ografia, bo to właśnie smartfon Apple zapoczątkował ten światowy boom na fotografię mobilną.

Dzisiaj ten podział wydaje się całkowicie zbędny. iPhone’ografia, androidografia, za chwilę być może będziemy chcieli stworzyć także „watchografię” – według mnie te etykiety nie mają już racji bytu. Jakość zdjęć ze smartfonów jest porównywalna z tym, co można osiągnąć przy pomocy kompaktów, a współczesne aparaty fotograficzne także posiadają rozbudowane możliwości programowego dodawania filtrów. Zaciera się granica pomiędzy tzw. fotografią mobilną a „niemobilną”, więc może faktycznie należałoby zrezygnować z tego podziału.

PR: Rozpoczęły się wakacje. Jak spędza ten okres iPhone’ografer? Czy masz swojego iPhone’a ciągle pod ręką?

MK: Smartfona mam zawsze przy sobie. Bez niego czuję się jak bez ręki. Służy mi głównie jako aparat fotograficzny i narzędzie do łączności z Internetem. Dzięki temu, że zajmuje tak niewiele miejsca, świetnie sprawdza się na wszelkich wyjazdach wakacyjnych – jest lekki, poręczny, łatwo go schować do torby lub kieszeni, a przy tym oferuje na tyle dobrą jakość zdjęć, że nie czuję potrzeby zabierania ze sobą lustrzanki. Poza tym iPhone przydaje się także w innych sytuacjach – prowadzi mnie najkrótszą drogą do stacji benzynowej, pokazuje, gdzie w pobliżu znaleźć restaurację lub – nie daj Boże – aptekę. Informuje o nadchodzącym załamaniu pogody, pomaga rozpoznać piosenkę, która leci w radio i dostarcza rozrywki moim dzieciom, gdy jesteśmy w długiej trasie. To tak, jakby w pudełku 12×6 centymetrów schować atlas samochodowy, mapę szlaków górskich, kilka gazet i czasopism, odtwarzacz muzyki, konsolę do gier, aparat fotograficzny i jeszcze kilka innych rzeczy. Nawet jeśli z większości tych funkcjonalności korzystam bardzo sporadycznie, to i tak czuję się pewniej, mając je pod ręką.

(fot: Michał Koralewski)

PR: Czy fotografia – nazwijmy to – rodzinna jest Ci równie bliska jak ta uliczna, z której znamy Cię najlepiej?

MK: Na bieżąco robię zdjęcia Żonie i dzieciom – w każdym tygodniu powstaje ich przynajmniej kilka lub kilkanaście. Ogromnym atutem smartfona jest to, że zawsze mam go przy sobie, więc nie umykają mi te wyjątkowe chwile z życia naszej rodziny, które warto uwiecznić: dziecięce występy szkolne, pierwsza jazda na koniu, wizyty u krewnych, wspólne zabawy dzieci itp. Niestety, mam ogromny problem z utrzymaniem porządku w swoich zbiorach fotograficznych. Zdjęcia rodzinne mieszają się z sesjami ulicznymi, do tego mój smartfon ma zaledwie 16 GB pamięci, więc przynajmniej raz w miesiącu zrzucam wszystkie zdjęcia na dysk komputera. Powstaje przez to wielki bałagan
– zdjęcia walają się na komputerze domowym, laptopie, iPadzie i sprzęcie firmowym. Już od dawna obiecuję sobie i Żonie, że zrobię z tym porządek, ale liczba kilkudziesięciu tysięcy zdjęć rozrzuconych po różnych sprzętach skutecznie mnie demotywuje. Uwielbiam robić zdjęcia, ale chętnie oddałbym ich segregowanie i sortowanie komuś innemu.

PR: Instagram to dobre miejsce aby zacząć swoją przygodę z fotografią, ale czy jest w nim miejsce dla fotografii wakacyjnej?

MK: Myślę, że to sprawa indywidualna i zależy od tego, jaki masz pomysł na swoją instagramową galerię. Ja nie zamieszczam tam zdjęć rodzinnych (z nielicznymi wyjątkami, gdzie Żona lub dzieci stanowią tylko element większej całości), ale myślę, że dla wielu użytkowników Instagram jest właśnie platformą kontaktu ze znajomymi i bliskimi, formą minibloga, na którym zamieszczają fotorelacje z wyjazdów wakacyjnych. Wydaje mi się jednak, że do takich celów warto korzystać z innych, dużo lepszych narzędzi, takich jak np. Steller, Stampsy czy innych aplikacji do visual storytellingu. Za ich pomocą można tworzyć atrakcyjne wizualnie albumy fotograficzne z opisami, mapami, plikami audio i wideo i w łatwy sposób dzielić się całym albumem z najbliższymi.

(fot: Michał Koralewski)

PR: Jakiego oprogramowania używasz najczęściej, jakie lubisz najbardziej oraz czy wykorzystujesz inne gadżety pomagające w fotografowaniu iPhone’em?

MK: W tej chwili staram się maksymalnie ograniczyć liczbę aplikacji do „psucia” fotografii. Zwykle korzystam ze Snapseeda i VSCOCam, aby wprowadzić podstawowe korekty (kadrowanie, poprawa kontrastu, delikatne filtry), oraz TouchRetouch i Image Blender gdy potrzebuję poważniejszej ingerencji, polegającej na usunięciu zbędnych elementów zdjęcia. Od czasu do czasu korzystam z Mextures, w którym mam kilka ręcznie ustawionych filtrów i tekstur. To właściwie wszystko. Czasy, gdy na moim iPhonie było zainstalowanych kilkadziesiąt różnych aplikacji fotograficznych, dawno minęły :)

A jeśli chodzi o gadżety, to mam w tej chwili dwa, z którymi się nie rozstaję – powerbank, który przedłuża życie smartfona oraz COVR Photo – specjalną nakładkę z wbudowanym pryzmatem wysokiej jakości, która znacząco ułatwia dyskretne fotografowanie na ulicy.

PR: Chciałbym, abyś udzielił kilku porad dla osób wy bierających się na wakacje, które zabierają ze sobą tylko telefon. Jak dobrze go wykorzystać, fotografując to, co nas otacza?

MK: Nawet nie będę próbował udzielać uniwersalnych porad dotyczących fotografowania na wakacjach, bo takich po prostu nie ma. Inaczej się fotografuje grecki Partenon w pełnym słońcu, inaczej zorzę polarną na północy Norwegii, a inaczej dzieci pluskające się w Bałtyku. Każdy musi sam wyczuć sprzęt, jakim fotografuje, i wybrać taką technikę, jaka pasuje mu najbardziej. Warto jednak zaopatrzyć się w dobrą aplikację do fotografowania (ja od dłuższego czasu korzystam z ProCamera, która pozwala m.in. oddzielić punkt ustawienia ostrości od punktu ekspozycji), zapasową zewnętrzną baterię i jakiś futerał, który ochroni smartfona przed zarysowaniem, zapiaszczeniem lub zalaniem – w zależności od tego, gdzie i jak planujemy spędzić wakacje. Do statycznych zdjęć zachodów słońca z pewnością przyda się statyw. Wakacje to czas odpoczynku, warto więc przed ruszeniem na szlak wędrówki lub przed wejściem na plażę przełączyć telefon w tryb samolotowy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, a także znacząco przedłużymy żywotność baterii. Stosuję! :)

PR: Dziękuję za rozmowę i życzę Ci wielu dalszych sukcesów w fotografii.

Artykuł oryginalnie pojawił się w numerze 5/2015 Mój Mac Magazynu.